środa, 3 czerwca 2015

Rozdział II Czułam, że tego pożałuję.

Chciałabym móc powiedzieć, że dokładnie wiedziałam dokąd jadę, ale bym wtedy skłamała. Wsiadłam do pierwszego lepszego pociągu, siadając szybko na wolnym miejscu. Podsiadłam jakiegoś łysiejącego faceta, który tylko coś gniewnie mrukną i odszedł dalej sypiąc łupieżem z pozostałych włosków po bokach.  Ale nawet to nie mogło mnie na dłużej niż minutę odciągnąć od rozmyślania. Niestety mój mózg wciąż przetrawiał dzisiejsze wydarzenia i nie byłam wcale spokojna i rozluźniona.

Od zawsze tak miałam. Wciąż zamyślona, szukająca rozwiązań, ulepszeń i odpowiedzi. Wciąż zastanawiałam się nad moimi działaniami i planowałam następny krok.
Gdy moje rodzeństwo obrzuci mnie jakimś jedzeniem, to ja tradycyjnie moczę mu głowę w kiblu. Tak to wygląda.
Wydawał mi się to takie naturalne. Całe to moje planowanie ciągłej strategi, jakby wszstko było dla mnie jakimś wyzwaniem lub polem walki.- a to i tak mam w domu.
Jednak gdy widywałam ludzi, którzy byli całkowicie zamotani nie mogący się skupić, wciąż zapominali czegoś, czułam się znów jak odmieniec.

Jechałam już od ponad dwudziestu minut, ale nie śpieszno mi było opuszczać tego zatłoczonego i bardzo nieprzyjemnie pachnącego przedziału.
Ludzie byli stłoczeni w grupkach stojąc lub siedząc. Czuć było zapach potu i brudu, bo nie każdy niestety zachowywał zasady higieny.
Widziałam jakiegoś ważniaka w drogim garniturze, ale także brudnego włóczęgę w poszarpanych łachmanach.

Może to od niego tak śmierdziało?

Nie powiem miałam szczeście, że usiadł dalej ode mnie. I także nie stwierdzę, że pachniał fiołkami, no chyba, że tymi z kompostownika z innymi odpadami.

Gdy przejażdżka przeciągnęła się już do trzydziestu minut, wysiadłam na najbliższej stacji.
Nie wiedziałam gdzie jestem. Nie miałam pieniędzy, telefonu...- zapewne się dziwicie.
Dlaczego nastolatka, chociaż trochę tak nienormalna jak ja, nie ma telefonu i wciąż nie wysyła sms-ów do rozchichotanych koleżanek?
No to powiem wam tylko jedno słowo- ojciec.

Tak. Ojciec.

Mój tato nie pozwala nawet mi się zbliżać do starego telefonu stacjonarnego, już nie mówiąc o noszeniu przy sobie telefonu komórkowego.- i nie chodzi tu o jakąś karę czy szlaban za pyskowanie.

Ale gdybym miała nawet telefon, albo chociaż bym go dotknęła, nie pisałabym do koleżanek.- bo żadnej nie miałam.

Przestałam się już oszukiwać, że gdzieś mogę mieć przyjaciół. Nawet jakbym znalazła jakiś szaleńców podobnego pokroju co ja, to i tak nic z tego by nie wyszło. Ciągłe przeprowadzki nauczyły mnie jednego.
Nigdzie nie miałam swojego miejsca.

Gdy tak rozmyślałam nawet nie zauważyłam gdzie się aktualnie znajduję. Kiedy już opuściłam podziemia cuchnącego metra, zobaczyłam dopiero gdzie trafiłam.
Czułam przyjemną morską bryzę, która osiadała mi lekko na skórze i już nawet tutaj na jakimś zaśmieconym chodniku, słyszałam szum morza i uderzenia fal.

Po chwili kalkulowania stwierdziłam, że to zapewne południowe wybrzeże Long Island.
Nie czekając dłużej ruszyłam w stronę wybrzeża.




Widocznie mało osób odwiedza to miejsce, ponieważ było tytaj nie wiele zabudowań, tylko nieliczne domki stały samotnie na wzniesieniach.

Po kilku minutach stałam twarzą w twarz z morzem. Wiart targał moje włosy, ale nie przejmowałam się tym. Mogłam mieć teraz nawet gniazdo z kurą na głowie- i tak bym się nie przejęła.
Od razu zdjęłam buty i wbiegłam na plaże.
Czułam pod stopami nagrzany drobny piasek, który nie był zaśmiecony, a nawet naznaczony śladami ludzi.

Gdzie są inni?

To było jedyne pytanie jakie sobie zadałam, gdy nagle zobaczyłam jego...

Mogłabym powiedzieć milion rzeczy, które w pełni by nie oddały zdziwienia zachwycenia i ogólnie stanu w jakim się znalazłam, gdy zobaczyłam tego chłopaka.

Wychodził właśnie z morza, po prostu. Jakby się wynużył i pokazał się pierwszy raz światu. Był w samych zielonych szortach, a jego nagi tors lśnił od kropelek wody i wyglądał tak jakby nigdy nie był blady.- z tak idealną opalenizną widać było, że nie jest na plaży pierwszy raz.
Nawet z takiej odległości zobaczyłam jego czarne, teraz mokre, włosy przerzucone na jedną stronę przez wiatr.
Ale nie to było takie cudowne. Jego oczy...
Tak oczy. Mogłabym powiedzieć, że widziałam milion par oczu u miliona innych ludzi, ale takich...
Jakby zamkną w nich kawałek oceanu, lub morza, z którego właśnie się wynużył.
Ich zielona głębia niemal mogła utopić, gdyby nie koło ratunkowe jakie sobie rzuciłam.- spoliczkowałam się sama i potrząsnęłam głową aby się otrząsnąć.

Po chwili zbeształam się za moją reakcję. Zaczęłam się ślinić do jakiegoś niznajomego chłoptasia, jakby byl jakimś cudem, lub bogiem.

Od razu wróciła dawna ja. Przybrałam opanowany wyraz twarzy- czyli musiałam zamknąć rozwarte usta, z który wcale nie leciała ślinka i ruszyłam w jego stronę.

Wiart wiał mocniej, gdy się przybliżałam, a chłopak jeszcze mnie nie zauważył.
Gdy jednak przeniósł na mnie wzrok, był kompletnie zaskoczony i zaszokowany.

Patrzył na mnie jakbym była jakimś potworem lub jakbym była bliską znajomą tego włóczęgi z pociągu.
Co on sobie myślał?!

Podeszłam do niego jeszcze bardziej zacięta niż przed tem.
Chłopak także po chwili się otrząsną.- chociaż on się nie ślinił na mój widok. Nie żebym ja to robiła!

-Cześć.- powiedział po chwili z szelmoskim uśmiechem.- Skąd się tu wzięłaś?
Jego pytanie wytrąciło mnie z kontekstu.
Naprawdę? Skąd się tu wzięłam? Czy wyglądam jak moja macocha- mini potwór z bagien, który przypadkowo trafił na plaże.

-Jak widzisz przyszłam tak samo jak ty.- warknęłam nieprzyjemnie, sztyletując go wzrokiem. Chłopak wydawał się trochę rozbawiony moją reakcją. Patrzył teraz na mnie jak na zdenerwowane dziecko, które nie dostało lizaczka.

-Spokojnie. Chodziło mi głównie o to, że ta plaża jest prywatna.- usprawiedliwił się z jeszcze bardziej łobuzerskim uśmieszkiem.
Miałam ochotę zdzielić lub utopić go w tym morzu.

-A tak? To zapewne także ty nie powinieneś tu być.- założyłam ręce na piersi nie dając mu sobą pomiatać. Jeśli to jego plaża, to tym bardziej tu zostanę .
Miałam mu nawet ochotę przyprowadzić tego włóczęgę z pociągu, lub jakiegoś psa z rozwolnieniem.

-Może tak, może nie.- zaśmiał się widząc moją zaciętą minę.- To plaża mojej przyjaciółki. Pozwoliła mi tu przychodzić, bo wie jak lubię morzę.- zaśmiał się jakby coś go rozśmieszyło.

-Jestem Percy, tak przy okazji.- wyciągnął do mnie rękę, ale ja nie miałam ochoty mu podać swojej. Nie wiedzieć czemu, bylam od początku do niego,, leciutko'' uprzedzona.
Miałam ochotę się z nim przekomażać i wygrywać. Motywowała mnie ta jego przemądrzała mina, a jeszcze bardzej ten jego łajdacko, łobuzerski uśmieszek.

-Nie znam cię. Nie zadaję się z obcymi, prawie gołymi facetami.- oznajmiłam znów przybierając swoją zaciętą minę.
Percy się zaśmiał, kręcąc głową jakby mówił ,, Na co mi przyszło z tą dziewczyną.'''

-Dlatego się przedstawiłem. Jestem Percy Jackson. -wskazał na siebie jakbym była idiotką i nie mogła inaczej zrozumieć bez pokazania rączką.- Może ja teraz mogę ciebie poznać, co? Bo wiesz jak się inni dowiedzą, że rozmawiałem z dziewczyną w czarnej sukience na plaży, która łajała moje ego i nawet nie poznałem jej imienia, to mnie wyśmieją.

Pokręciłam głową w niedowierzaniu. Dlaczego jeszcze gadam z tym kretynem?!
 Czy on ma wodę zamiast mózgu?!

-No to masz pecha.- mruknęłam do niego słodziutko z pełną nutą jadu.- Twoje rozdęte ego jeszcze bardziej mnie nie interesuje niż poznanie się z takim dupkiem jak ty.- Percy wydawał się już naprawdę zdziwony moim zachowaniem.- i nie tylko on.
Co jest dzisiaj ze mną??!

Miałam już odchodzić, gdy znów się do mnie przybliżył, tym razem z poważniejszą miną.

-Ale tak naprawdę? Mogę spytać, skąd się tu wzięłaś.- spróbował ponownie. Widziałam w jego zielonych oczach naprawdę sporo uporu podobnego do mojego charakteru.
Wyglądało na to, że się nie odczepi póki mu nie odpowiem.

-Przyszłam. Nie widać.- oznajmiłam w końcu, trochę oschle, ale niech ma.- przemądrzały palant.- Istnieje coś takiego jak magiczne metro zdolne przenieść cię do innego miejsca. A tam spotykasz zarozumiałych chłopaków bez nuty wyczucia.

Percy znów się zaśmiał, ale tym razem przyglądał mi się bardziej intensywnie.
Od razu moja zaciętość wyparowała, zastąpiona zaciekawieniu.
Czy naprawdę mam na tej głowie jakieś gniazdo z kurą?

O co mu chodzi? On naprawdę nie wiedział co to metro, czy co?

-Ciekawe...- mruknął nie spuszczając ze mnie wzroku.- Czy nie mogłabyś naprawdę ze mną pogadać...No ale bez tej całej towjej ,,niech ten półgoły idiota się odemnie odczepi''?

-A niby dlaczego? Jesteś aż tak zdesperowany i samotny, że musisz zagadywać nieznajome dziewczyny?- odparłam znów troszeczkę zbyt nieprzyjemnie.
Percy wzniósł oczy do nieba i mruknął coś pod nosem.
chyba się przesłyszałam, bo zabrzmiało to jak ,,Oh Bogowie''᾿.

-Dziewczyno co ja takiego ci robię, że ty mnie już tak nienawidzisz? Chcę tylko podadać.- podniósł do góry ręce jakby chciał pokazać, że jest nieuzbrojony. -A jak dobrze stwierdziłaś, jestem zdesperowany, bo jak widać na tej plaży nie mam z kim pogadać, prawda?
Musiałam przyznać mu rację, ale tylko w myślach. Jeszcze czego, abym to powiedziała na głos.

-Możesz pogadać sam do siebie. Zapewne takie rozmowy cię bardziej interesują.- znów moja zaciętość wzięła górę.
Percy znów pokręcił głową, mówiąc ,,niemożliwa ona jest''᾿.
To dlaczego wciąż truje mi mój cenny czas?
Niestety jednak byliśmy tu sami i naprawdę nie miał kogo innego terroryzować.
Westchnęłam przegrana.

-Dobrze.-widząc jego zwycięzki, pełen wyższości uśmieszek od razu tego pożałowałam.- Ale...- pogroziłam palcem.- kurcze naprawdę jak moja macocha!
...jeśli mi się ta rozmowa z tobą nie spodoba, zapewniam cię, że zakopię cię na tej plaży i bedziesz musiał czekać na jakiegoś psa, który mógłby cię później odkopać. Czy to jasne?!

-Jasne jak słońce.- odparł energicznie.- A czy teraz będę miał ten zaszczyt poznać twoje imię?- zapytał unosząc arogancko jedną brew.
Czy zasłużył? -oczywiście, że nie!
Czy wciąż mnie irytuje?- jasne, że tak. Takiego gościa mogłabym wysłać swojemu najgorszemu wrogowi i jeszcze zapłacić za przesyłkę ekspresową.
Ale jednak coś w tonie jego głosu i przez tą głębie w jego oczach, odpowiedziałam zanim ugryzłam się w język

-Annabeth.- odparłam.- Annabeth Chase.- czułam, że tego pożałuję...


1 komentarz:

  1. Hejka, chciałabym Cię poinformować, iż zostałaś przeze mnie nominowana do LBA, więcej informacji i pytania tutaj: http://percy-annabeth-opowiadanie.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award.html
    Buziaki♥

    OdpowiedzUsuń